TOMASZ GAJDA

OBIEKCJA WOBEC INTERSUBIEKTYWNOŚCI1


W „Propozycji z 9 października 1967 roku” Lacana padają słowa: „na początku psychoanalizy jest przeniesienie. (...) Istnieje ono na początku, ale co to jest? Jestem zdumiony, że nikomu jeszcze nie śniło się oponować mi w tym i dostrzec, w świetle danych mojej doktryny, że przeniesienie jest jedyną obiekcją na istnienie intersubiektywności. Żałuję nawet, że nic ponad tę prawdę: ono odrzuca intersubiektywność i jest jej przeszkodą”2. To kategoryczne zakwestionowanie poglądu, w myśl którego relacja terapeutyczna miałaby przyjmować założenie symetrycznego związku podmiotów oraz podważenie uzurpowania wzajemności rozumienia siebie dla pracy w klinice psychoanalitycznej. Przeniesienie jest tym, co w swojej istocie odrzuca wszelkie pretensje do intersubiektywności, wraz z właściwym jej ścisłym zaabsorbowaniem ‘tu i teraz’ wyobrażeniowej mediacji, na rzecz relacji podmiotu wobec Innego. Komu wobec tego przypada pozycja adresata, do którego podmiot ostatecznie kieruje swoje mówienie? I co sprawia, że krystalizuje się związek pomiędzy tym, który mówi, a nieświadomością, która ‘wie’? Z jednej strony – stawia to pytanie o status przeniesienia, gdy w podmiocie nieświadomości rozpoznajemy efekt znaczącego, z drugiej zaś – kwestię Innego, już nie wyłącznie jako skarbca znaczących, lecz miejsca, które ujawnia dla podmiotu efekty swojego strukturalnego braku: A barré.

Relacja terapeutyczna w klinice psychoanalitycznej, o której mówimy w trakcie tegorocznych Dni, otwiera podmiot na wymiar mówienia, na jemu odpowiadający, to jest – poszczególny związek ze znaczącym. W tym ukierunkowaniu podążamy pionierskim śladem wytyczonym opublikowanym w 1895 roku raportem ze „Studiów nad histerią” dostrzegając, jak Freud, inspirowany przez pierwsze swoje pacjentki, usunie się ostatecznie z pozycji rozmówcy i za sprawą reguły fundamentalnej otworzy drogę swobodnego kojarzenia. Gdy w trakcie trwania terapii Pani Emmy von N., wciąż jeszcze obficie czerpiąc w swojej pracy w tym okresie z metody sugestii hipnotycznej, usiłuje nakłonić ją do sformułowania przyczyn i pochodzenia dolegliwości towarzyszących trawieniu, ta, zrazu „dość niechętnie” odpowiada mu, iż nie wie. „Poleciłem jej, by przypomniała sobie do jutra rano. A wówczas doprawdy z oporami stwierdziła, że nie powinienem jej zawsze pytać, skąd bierze się to czy owo, że powinienem kazać jej opowiedzieć wszystko, co ma mi do powiedzenia”3. Wobec nalegań Freuda, usilnie dociekającego źródeł cierpienia, riposta Emmy – opatrzona nader wymowną denegacją – jest dla nas wskazaniem na obecność tej szczególnej wiedzy, która konstytuować ma się za sprawą aktu mówienia4.

Podmiot, o którego miejsce nie przestaje upominać się psychoanaliza, jest podmiotem podzielonym, który okazuje się nie być panem w obliczu nieświadomości, wobec artykulacji pragnienia organizowanego za sprawą braku. To dlatego przyjęcie fundamentalnej reguły mówienia czegokolwiek, co się chce, doprowadza do konstatacji, iż nie zawsze udaje się to właśnie powiedzieć, a zarazem otwiera na doświadczenie, że w tym, co powiedziane – mówi się zarazem coś innego. Pierwotne rozumienie, jakie Freud nada swojemu pojęciu przeniesienia – die Übertragung, dotyczy w istocie figury owego przemieszczenia, transkrypcji, dokonującej się pomiędzy reprezentacjami tkwiącymi w nieświadości a treściami świadomości5. Przeniesienie znacącego, którego efektem w mówieniu podmiotu jest enigmatyczne – jak choćby za sprawą punktu, w którym się manifestuje – pojawienie się znaczącego, wraz z metonimicznie umykającym znaczeniem tego, co w ten sposób pada. 

„Mam wszystko, a jednak czegoś mi brakuje” – oświadcza pacjent na pierwszym spotkaniu, by po kilku miesiącach, ze zdumieniem, znaleźć się w punkcie pewnego powtórzenia. Z początku powracało wciąż nieznośne „po co to robię?” – by teraz, mówiąc coś o swoim życiu, skonstatował: „na początku też to mówiłem!”. Co zatem się zmienia? „Za tym wszystkim, co powiedziałem, jest teraz pustka”; „mówię tak, jakbym był coraz bardziej obcy”. Wraz z upływem czasu, w relacji terapeutycznej zarysowuje się coraz wyraźniej związek podmiotu z Innym. Jest coś w życiu, w tyleż uporczywych, co „irracjonalnych” obawach, w mówieniu „o tych samych rzeczach”, co każe zadawać pytanie: co to znaczy? – ustanawiając miejsce dla hipotezy nieświadomości. Nie wystarczy bowiem dotkliwa obecność cierpienia; trzeba jeszcze, by przyjęło ono formę pytania, z którego ostatecznie wydobyć można rusztowanie symptomu w jego statusie znaczącego. Owszem, dla tego, o którym tu mowa, to nadal dręczące poszukiwania, wokół których obracały się pierwsze zdania, wypowiedziane w gabinecie – lecz tym razem opatrzone problematyzującym zakwestionowaniem. Wyłania się kwestia podmiotu, którego miałaby dotyczyć odpowiedź na owo pytanie – gdy pacjent, w swojej poszczególności, konstruuje wraz z tokiem spotkań matem przeniesienia, w ramach którego miejsce otrzyma to, co Lacan określił mianem savoir supposé, zakładaną wiedzą, jak i zakładany jej podmiot-depozytariusz. Nie bez powodu mowa tu o supozycji, gdy – poruszeni tym nie mniej niż Freud – „możemy odnieść łudzące wrażenie, iż poza świadomością chorego istnieje jakaś nadrzędna inteligencja, która w pewnych sobie wiadomych celach trzyma w uporządkowanej formie wielki materiał psychiczny”6.

To wiedza zakładana z uwagi na możliwość jej produkowania, w jej związku z łańcuchem znaczącym. Spoza impasu pierwszej skargi wyłaniają się zagadki: co sprawia, że nadal przychodzi? Dlaczego to w „przypadkowych momentach” pojawia się „coś autentycznego”, gdy tymczasem zasadnicze problemy, jakie go sprowadziły, czasami zdają mu się teraz wydawać „błahymi”? Wszakże jednak „żadnej krytyki, żadnego dystansu – ani ze względu na afekt, ani ze względu na przekonanie, iż to coś jest zby błahe!” – rekapituluje imperatyw Einfall twórca metody psychoanalitycznej7. Paradoksy i niespójności, o jakie raz po raz potyka się w swoim mówieniu pacjent, o którym tu mowa, formacje nieświadomości, których manifestacje zaczynają intrygować, otwierają na doświadczenie nieświadomości jako miejsca osobliwej wiedzy. Spoza klisz wyobrażeniowych sensów wyłania się coś, co bezpośrednio dotyka wymiaru jouissance. Nieuchwytny charakter efektów podmiotowych, jakie przynoszą te momenty, czyni „coraz bardziej obcym” w mówieniu. Ślad alienacji, jaką pociąga za sobą znaczący, gdy miast oświeconych ‘wglądów’ i wykładni dotyczącej natury egzystencji natrafiamy na efekty ex-zystencji.

Wiedza, która ostatecznie miałaby – w zakładanym, granicznym punkcie dojścia – dać odpowiedź wobec nieprzejrzystości bycia, zamyka w sobie konstytutywny brak, jako przeszkodę ze strony czegoś, co stawia opór gładkiej cyrkulacji ogniw łańcucha znaczącego. Mówienie, w kadrze relacji terapeutycznej, systematycznie wydobywa na powierzchnię fenomen problematycznego związku podmiotu oraz przedmiotu, gdy nieustępliwość powtórzeń znaczącego obnaża jego nieadekwatność, ex-centryczność. To w momentach, w których dochodzi do głosu odpowiedź z porządku fantazmatu, przedmiot przychodzi na miejsce niekompletności Innego, w odpowiedzi na wybrzmiewające che vuoi? dotyczące pragnienia tegoż. Koniec końców, adresowane jest ono bowiem nieprzerwanie, wraz z krążeniem domagania, wyznaczającym sobą miejsce tego częściowego, popędowego suplementu. Dlatego spoza związku podmiotu i znaczącego, przeniesienie – w funkcji zamknięcia nieświadomości – w sposób nieunikniony wprowadza w logikę właściwą operacji separacji, poinçon wzajemnej artykulacji podmiotu i przedmiotu.

Gdy relacja terapeutyczna pojmowana jest jako dualna, wówczas kurtyna zrozumienia, miraż empatycznej wzajemności, tak jak i czynienie z przeciwprzeniesienia instrumentu o wartości taktycznej, szczelnie izolują od samej jej istoty. Psychoanaliza dyktuje nam abdykację z pozycji mistrza Wiedzy, gdyż owa parada wizerunków rozgrywa się na planie wyobrażeniowego, nam zaś idzie o ‘na opak’ nieświadomości, dyskursywny l'envers: dobry użytek z freudowskiego odkrycia Innej sceny, organizowanej w topologii popędowej diafragmy. To dlatego osią związku przeniesieniowego jest dla Lacana podmiot zakładany wiedzy szczególnej – w konsekwencji tezy, dla której znaczący reprezentuje podmiot nie dla drugiego podmiotu, lecz dla innego znaczącego. I to z tego samego też powodu relacja terapeutyczna w sposób konieczny mieć musi do czynienia z ekonomią przedmiotu a, z wymykającym się bilansowi znaczących plus-de-jouir. Innymi więc słowy, obiekcja wobec intersubiektywności jest obiekcją strukturalną.

Przypisy:
1.Tekst ten stanowi rozszerzoną wersję mojego wystąpienia z Dni Koła Warszawskiego NLS, dotyczących zagadnienia „Relacji terapeutycznej w klinice psychoanalitycznej” (16 czerwca 2007 r.).
2. J. Lacan, Proposition du 9 octobre 1967, [w:] J. Lacan, Autres Écrits, Paris, Éditions du Seuil, 2001, str. 247.
3. S. Freud, J. Breuer, Studia nad histerią, Warszawa, Wydawnictwo KR, 2008, str. 59.
4. S. André, Le transfert de Lacan, Analytica, nr 27, 1982, str. 4.
5. S. Freud, W kwestii terapii histerii, [w:] S. Freud, J. Breuer, Studia nad histerią, Warszawa, Wydawnictwo KR, 2008, str. 255-256.
6. ibid., str. 231-232.
7. ibid., str. 230.
 

  


NAJBLIŻSZE WYDARZENIE:

16-18.06.2017